Non! Je m'appelle hypocrite!
Journal Entry:
Tue Nov 24, 2009, 10:39 AM
- Szmaragdzie, jesteś mi winien zieleń lasów amazońskich, uśmiech zorzy podczas twego snu, płacz wierzb i wiatr wiosny. Czy pragnę zbyt wiele?
Szmaragd zaś odparł
- Nie rozśmieszaj mnie, Rubinie.
A Szafir stał z boku z Diamentem i śmiali się z tej rozmowy szyderczo. Topaz jedynie zachował pewną dozę powagi i użyczył promieni słonecznych Rubinowi. Ten zaś opędzał się od nich skutecznie, krzycząc
- Nie, to nie ciebie chcę, Topazie! Pragnę zieleni Szmaragdu!
Sytuację dostrzegł Onyks. Z ukrycia zesłał burzę, kryjąc promienie słoneczne, blask zórz i nieba. Kamienie wyblakły, by tylko on mógł lśnić pośród mroków.
- O cóż takie kłótnie, bracia i siostry? - spytał z majestatem pozostałych kamieni.
- Rubin pragnie zieleni Szmaragdu, bracie - odparła Pirop, zjawiając się nagle. Onyks zadumał się, przybierając słynny już wyraz ironii na twarzy. Krople deszczu zaczęły spadać na ziemię.
- Nie widzę innego wyjścia, niż oddać Rubinowi swą dumę, Szmaragdzie - odparł beznamiętnie Onyks.
- Ale czemuż to! Przecież i on ma swe piękno! Czemu pragnie i mojego?
- Bo jego ambicje nie zostaną zaspokojone bez twych barw. Szmaragdzie, czego ci brak, prócz egzystencji? Oddaj bratu to, co twoje. Wielkodusznie.
- I kto to mówi... - mruknął Diament.
- Domagam się sprawiedliwości! - Ryknął głos z niedaleka. Rodzeństwo rozejrzało się bacznie, nie widząc zaś właściciela głosu zaniepokoiło się poważnie, a niepokój Onyksu odbił się na ciemności nieba.
- Któż to? - Spytał Szafir rozglądając się dookoła - Czy to nie...
- Ametyst, zgadza się bracie - rzuciła Pirop, wkraczając do kręgu rodzeństwa - strzeżcie się, gniew jego wielki.
I wkroczył, całym swym majestatem zalewając wszelakie kamienie, a jako iż potężniejszym od niego był jedynie Onyks, niemal całkiem przyćmił inne barwy. Jak Pirop powiedziała, był zły.
- Rubinie! Czegoż ci nie dość? Jak śmiesz odbierać Szmaragdowi jego własność?!
- Ale...
- Jak możesz być tak egoistyczny?!
- Zamilcz! Zamilcz już, to ja tu decyduję! Jako największy...
- To ty zamilcz, Onyksie! Gdzie twa władza i determinacja?
- Właśnie ci ją mam zamiar zaprezentować.
- Cicho! Cicho, już! Rubin dostanie nieco mego blasku!
Ponowne milczenie wkradło się wśród rodzeństwa. Oto Bursztyn stała oświetlona słońcem przezierającym się spomiędzy czarnych chmur Onyksu, promieniując wręcz światłością. Pomimo, iż najmłodsza, to najsłodsza była, a jej blask w tym momencie rozdarł nawet czarne burze.
- Bursztyn... to nie miejsce dla ciebie - zaczął Diament, ale słodycz mała podeszła tylko do Rubinu i leciutko przylgnęła do jego serca.
- Kochasz mnie, Rubinie?
Ten milczał długi czas. Złość w nim wzbierała, by w końcu odtrącić małą Bursztyn, tak, że uderzyła całym swym jestestwem w Szafir.
- To nie twych barw pragnę! Szmaragdzie, och Szmaragdzie! Czymże jest twe szmaragdowe życie? Daj mi swe piękno!
- I cóż w zamian Rubinie? - spytał Ametyst.
- Rubinie, wyobraź sobie, jak będziesz wyglądał z domieszką zieleni. Czy widzisz to, jak czerwień z zielenią się łączą? To będzie brąz. Mleczny brąz. Bez rozbłysku, najpewniej stracisz nawet swój kształt. Czy tego pragniesz? Stać się Bawolim Okiem? - dorzucił rozpaczliwie Szafir, szukając sposobu, by odwrócić brata od szalonego pomysłu bratobójstwa.
Rubin zamilkł zniesmaczony. Wizja Szafiru kompletnie zbiła go z tropu. W mig pożałował haniebnego gestu, jaki wykonał popychając młodą damę, Bursztyn i prosząc Szmaragd o łaskę użyczenie barwy. Upadł przez braćmi i siostrami i gorzko zapłakał.
- Wybaczcie mi moją głupotę!
Diament prychnął z dezaprobatą.
- Ty? Padasz przed nami, łkając i pełznąc po ziemi? Gdzież twa duma bracie, duma i honor!?
- Diamencie... - rozpoczął Ametyst, ale Onyks przerwał mu donośnym warknięciem
- On ma rację, Ametyście. Nawet jeśli jego prośby nie były przemyślane, to ten czyn zhańbił go ostatecznie.
I wtedy to Szafir odstawił delikatnie Bursztyn w ręce Pirop i uklęknął przy Rubinie.
- A czy mego koloru zapragniesz?
Lecz nie czekał na odpowiedź. Docisnął mocno swą pierś do Rubinowego serca i przelał w nie swe barwy.
Błysnęło. Błękitny rozbłysk zalał wszystkich z rodzeństwa, przebił się przez burzowe chmury Onyksu, rozproszył promienie słoneczne Bursztyn i powoli unosił się ku górze. Chwilę jeszcze potrwało, po czym zbladło. Znikło, było jak dawniej. Może trochę jaśniej. Odmieniony Rubin stał pośrodku rodzeństwa patrząc z rozpaczą na leżący u jego stop Szafir.
Umierał.
- Szafirze! - załkał Rubin, a Bursztyn omal nie wyrwała się z rąk Pirop, która resztką sił przytrzymała dziewczynkę w swych ramionach.
- Rubinie... - zaczął mdłym, zamglonym głosem Szafir - oto oddałem ci swoje istnienie. W tym świecie będzie należało do ciebie. Lecz w każdym innym to ty dasz mi swą moc i potęgę.
- Szafirze... - zaczął Rubin. Lecz było za późno. Mroki Onyksu pogłębiły się jeszcze mocniej, a dawny blask Szafiru znikł z nagła, jakby nigdy nie istniał.
- Rubinie, od tej pory zwać cię będą Czerwienią Krwi Gołębiej, gdyż dla własnych ambicji pozwoliłeś bratu oddać swe barwy. Zapamiętaj, że twym przekleństwem będą jego słowa, a my wszyscy tu obecnie będziemy świadkami twojej rychłej klęski.
I po tym Rubin zapłakał po raz kolejny. Lecz teraz na łzy i skruchę było już za późno.
- Spójrz, Bursztyn... - zaczęła cicho Pirop - tak wygląda najmarniejszy koniec końców: litość. Strzeż się tego dziecko, jak i zapomnij o swych braciach. Od dzisiaj jesteś samowystarczalna.
Czarne chmury Onyksu ustapiły miejsca błękitowi nieba. Barwa ta była tak intensywna, tak pełna swojego blasku, że aż...
- Szafirowo niebieska. - Podsumował Diament.
- Mood:
Tired - Listening to: Nightwish - Gethsemane
- Reading: J.I. Kraszewski - Stara Basn
- Watching: BrzydUla XD
- Playing: ...
- Eating: Jajecznica ^^
- Drinking: Truskawkowa woda mineralna
Tak w ogóle, skoro nie gramy na Devo... Ja się teraz, na chwilę obecną, zakotwiczyłam w Messirze. Teraz, jak jestem chora, to mam czas tam siedzieć, potem będzie gorzej, ale i tak myślę sobie, czy być nie chciała tam zajrzeć i pooglądać. Byśmy razem się ponudziły, dajmy na to, w karczmie. xD
--
nie lubię poniedziałków.
--
`But all the drugs in this world won't save her from herself `
- MM, Coma white
Biedaku. Jak ja już wrócę do szkoły, to pewnie też będę taka nie do życia. :*
--
nie lubię poniedziałków.
ElenaDudina Thanks your
sss & 
Previous Page12345...Next Page